VAR nie widział tego, co widzieli wszyscy. Fatalny weekend polskich sędziów

Szymon Marciniak i Marcin Szczerbowicz

Miał eliminować poważne błędy i chronić drużyny przed decyzjami, które mogą wypaczyć wynik meczu. Tymczasem miniony weekend pokazał, że sam VAR nie wystarczy. Jeżeli zawodzą ludzie siedzący przed monitorami, technologia staje się bezużyteczna.

W meczu Ekstraklasy Pogoń Szczecin – Motor Lublin (3:1) uznano bramkę Darko Curlinova, choć zawodnik Pogoni znajdował się na pozycji spalonej. Kolegium Sędziów PZPN już oficjalnie przyznało, że doszło do poważnego w skutkach błędu.

Trudno w tej sytuacji całą odpowiedzialnością obarczać prowadzącego spotkanie Szymona Marciniaka. Z jego perspektywy dostrzeżenie spalonego było praktycznie niemożliwe, a sytuacja dla sędziego asystenta również nie należała do łatwych. Ale właśnie po to istnieje VAR. Łukasz Kuźma i Paweł Sokolnicki mieli możliwość obejrzenia sytuacji na monitorach i zweryfikowania decyzji. Nie zrobili tego skutecznie.

Jeszcze większe emocje wzbudziła sytuacja w pierwszoligowym spotkaniu Stal Mielec – Stal Rzeszów (1:1). W 66. minucie Paweł Kruszelnicki wychodził na znakomitą pozycję, gdy został powstrzymany przez Ksawerego Kukułkę. Piłkarz Stali Mielec upadł, nie oddając nawet strzału. Stadion domagał się rzutu karnego, ale prowadzący spotkanie Marcin Szczerbowicz nakazał grać dalej.

I ponownie – cisza ze strony VAR. Za system odpowiadali Piotr Szypuła i Leszek Lewandowski. Jeżeli kontakt kwalifikował się do podyktowania jedenastki, VAR powinien doprowadzić przynajmniej do ponownej analizy sytuacji przez arbitra głównego. Tak się nie stało.

Spotkanie zakończyło się remisem 1:1, dlatego niewskazanie na jedenasty metr mogło mieć ogromne znaczenie dla końcowego rezultatu i kosztować Stal Mielec dwa punkty.

Dwa mecze. Dwie decyzje mogące wpłynąć na wyniki. I dwa razy VAR nie stanął na wysokości zadania.

Najbardziej niepokojące jest właśnie to, że nie mówimy już wyłącznie o błędzie człowieka podejmującego decyzję w ułamku sekundy na murawie. Sędziowie VAR mają powtórki, różne ujęcia kamer i czas na analizę. Jeśli mimo tego oczywiste lub poważne błędy nie są korygowane, trzeba zapytać: co właściwie daje polskiej piłce VAR?

Technologia miała kończyć wielkie sędziowskie kontrowersje. Miniony weekend pokazał coś dokładnie odwrotnego – VAR nie zlikwidował błędów. Czasami tylko sprawia, że znacznie trudniej je wytłumaczyć.

– Leszek Moczylas

Podobne wpisy