Szaleństwo w Gliwicach! Wieczysta prowadziła 4:0, a potem zaczęła się walka o przetrwanie
Wieczysta Kraków odniosła pierwsze w swojej historii zwycięstwo w Ekstraklasie. I zrobiła to w sposób, którego długo nie zapomną ani jej kibice, ani piłkarze Piasta Gliwice. Beniaminek prowadził na wyjeździe już 4:0, by w ostatnich minutach pozwolić gospodarzom zdobyć trzy bramki. Skończyło się 4:3, hat-trickiem Tobiasa Christensena i jednym z najbardziej szalonych spotkań początku sezonu.
Początek nie zapowiadał jeszcze tego, co wydarzy się później. Wieczysta objęła prowadzenie już w 6. minucie, gdy pierwszego gola strzelił Christensen. Krakowianie zeszli na przerwę z jednobramkową przewagą, ale prawdziwy koncert rozpoczęli w drugiej połowie.
W 62. minucie Christensen trafił po raz drugi. Dwie minuty później Miki Villar podwyższył na 3:0, a w 71. minucie Norweg skompletował hat-tricka.
Piast Gliwice – Wieczysta Kraków 0:4.
Na wyjeździe. W Ekstraklasie. W trzecim ligowym występie beniaminka.
Wydawało się, że wszystko jest już rozstrzygnięte. Wieczysta nie tylko prowadziła czterema bramkami, ale wcześniej dwukrotnie trafiała również w obramowanie bramki gospodarzy. Zespół Kazimierza Moskala był o krok od efektownego pogromu.
I wtedy wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał.
Do końca regulaminowego czasu pozostawały trzy minuty, kiedy Oliwier Maziarz zdobył pierwszą bramkę dla Piasta. Przy stanie 1:4 trudno było jeszcze mówić o wielkim powrocie. Raczej o honorowym trafieniu gospodarzy.
Ale w 90. minucie Jakub Czerwiński strzelił na 2:4.
Nagle zrobiło się nerwowo.
A kiedy w doliczonym czasie gry Leandro Sanca zdobył trzecią bramkę dla gliwiczan, spotkanie, które Wieczysta miała całkowicie pod kontrolą, zamieniło się w prawdziwy horror.
Od 0:4 do 3:4 w ciągu kilku minut.
Piast ruszył po coś, co jeszcze chwilę wcześniej wydawało się absolutnie niemożliwe – wyrównanie. Wieczysta, zamiast spokojnie celebrować efektowne zwycięstwo, musiała bronić trzech punktów praktycznie do ostatniego gwizdka.
Czwartego gola gospodarze już jednak nie zdobyli.
Wieczysta przetrwała i może zapisać datę 15 sierpnia 2026 roku w swojej historii. Po dwóch wcześniejszych porażkach 1:2 – z Radomiakiem i Lechem Poznań – beniaminek zdobył pierwsze punkty i odniósł pierwsze zwycięstwo na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce.
Bohater wieczoru może być tylko jeden.
Tobias Christensen.
Trzy bramki Norwega ustawiły spotkanie i dały Wieczystej historyczny triumf. Jego występ był na tyle efektowny, że już dzień po meczu pojawiły się pytania o to, jak hat-trick wpłynie na rywalizację w ofensywie zespołu Kazimierza Moskala.
Ten mecz pokazał jednak również dwie zupełnie różne twarze krakowskiego beniaminka.
Przez ponad 80 minut oglądaliśmy Wieczystą odważną, skuteczną i bezlitośnie wykorzystującą problemy przeciwnika. Cztery gole na wyjeździe i hat-trick Christensena są sygnałem, że beniaminek nie zamierza być w Ekstraklasie wyłącznie ciekawostką.
Końcówka była natomiast poważnym ostrzeżeniem.
Drużyna prowadząca 4:0 w 87. minucie nie powinna kilka minut później drżeć o zwycięstwo. Na poziomie Ekstraklasy nawet tak ogromna przewaga może przestać być bezpieczna, jeśli zespół straci koncentrację.
Piast z kolei może zadawać sobie dokładnie odwrotne pytanie: dlaczego zaczął grać z taką determinacją dopiero wtedy, kiedy praktycznie wszystko było już stracone?
Ostatecznie najważniejsza informacja należy jednak do Wieczystej.
Pierwsze zwycięstwo w Ekstraklasie stało się faktem.
Mogło być spokojne 4:0. Skończyło się niewiarygodnym 4:3.
Jeśli Wieczysta chciała, żeby jej pierwszy triumf w Ekstraklasie został zapamiętany, trudno było wymyślić bardziej spektakularny scenariusz.
Piast Gliwice – Wieczysta Kraków 3:4
Bramki: Maziarz 87′, Czerwiński 90′, Sanca 90+2′ – Christensen 6′, 62′, 71′, Villar 64′.